Sztuka rodzenia

Wyobraź sobie, że sala porodowa jest jak scena teatralna. Kto bywa w teatrze wie, że zdarzają się sztuki, w których scena opływa w tysiące magicznych dodatków, jest przystrojona wspaniałymi dekoracjami, które z zachwytu zapierają dech w piersiach, ale są i takie, które na pierwszy rzut oka wydają się ubogie w swojej aranżacji. Taka też może być sala porodowa. Przyciągające wnętrze, miłe dla oka fototapety, kolorowe wanny, wygodne fotele i mnóstwo (bardzo potrzebnych) sprzętów wspierających poród. Bywają jednak i takie sale, które wyglądają mało zachęcające i trącą poprzednim wiekiem.

W tej całej sztuce nie scena odgrywa pierwsze skrzypce, chociaż z pewnością dobrze działa na psychikę, bo w przyjemnym wnętrzu milej się pracuje. Najważniejszy jednak jak zawsze we wszystkim, bez znaczenia, co się robi jest człowiek (aktor- pacjent). Choćby warunki były najbardziej luksusowe, jeśli trafimy na ludzi bez pasji i zaangażowania na nic zdają się wszystkie otaczające nas wspaniałości. Patrząc z innej perspektywy nawet w najtrudniejszych warunkach, przy oddanych i empatycznych osobach możemy mieć naprawdę dobre porodowe wspomnienia.

Dla niektórych ta sztuka ma słodko-gorzki smak. Ile kobiet tyle opowiedzianych lub przemilczanych historii. Dla jednych to emocjonalny rollecoster, wielkie przedsięwzięcie, tysiące planów, setki pochłoniętych rad, dziesiątki przeczytanych książek i odliczanie każdej godziny do upragnionego dnia. Dla drugich to wewnętrzny spokójoczekiwaniewsłuchiwanie się w głos intuicji i podążanie za tym, co podpowiada ciało. Dla jeszcze innych to zadanie do wykonania, coś, co po prostu trzeba przejść, by później móc cieszyć się wspólnymi chwilami.

Jednak zakończenia tych historii bywają przeróżne. Można być najlepiej przygotowanym na świecie, ale to jak potoczy się poród zależy od wielu czynników, czasami też od tych, na które nie mamy wpływu, co chcąc nie chcąc będziemy musieli prędzej, czy później przyjąć.

Niektóre bolesne

Podczas wywiadu:
Fizjoterapeuta: „porody ?”
Pacjent: „dwa”- odpowiedziała bez cienia emocji na twarzy.
Podczas badania na kozetce:
F: „sprawdzimy bliznę po cesarskim cięciu”- w jednych obszarach wykazywała tkliwość i bolesność, w innych zupełny brak czucia. Jako umilenie tej procedury zapytałam – „jak się miewa maluszek”
P: „nie żyje”- odpowiedziała początkowo chłodno, ale spokojnie, „zmarł kilka minut po urodzeniu”- wyszlochała na cały głos, pozwalając sobie na puszczenie wszystkich napięć jakie były w ciele.
F: W pierwszym momencie zamurowało mnie, nie wiedziałam, co powiedzieć…ale to było potrzebne, tak bardzo potrzebne, bo to, co zapamiętało ciało, w końcu po wielu miesiącach mogło zostać uwolnione.

W bliźnie po cesarskim cięciu, nacięciu lub pęknięciu krocza często zapisane są traumy porodowe. Skrywane na samym dnie, pod wieloma warstwami emocje nie ujrzą nigdy światła dziennego, albo zostaną wykrzyczane w gabinecie jako wołanie o pomoc. Nieraz pacjentki latami tłumią je w sobie, nie czując swojego brzucha czy krocza, traktując te obszary jakby były niczyjeobceodrętwiałe i zamrożone. Czasem jednak dają się we znaki, szczególnie jako uporczywe dolegliwości objawiające się tkliwością i nadwrażliwością podczas dotyku czy zmiany pogody. Bywa nawet, że bolą od samego patrzenia.

Niektóre są jak transcendentne przeżycie

F: „Jaki był ten poród domowy?”
P: „Gdybym wiedziała, że to tak będzie wyglądać, poprzednie dwa razy też rodziłabym w domu.”
„To ponadwymiarowe doświadczenie, nie da się tego opisać, w pełnym skupieniu, patrząc z uważnością na to, jak zachowuje się moje ciało, spokojnie oddychałam i doskonale czułam, jak maluch wychodzi na świat.”

Niektóre rozczarowują i kończą się wewnętrznym zawodem

F: „Jak poród?”
P: „Bardzo się starałam i czułam się taka przygotowana…”
Lekarz: „Niestety okazuje się, że dziecko ma makrosomię, musimy wspólnie podjąć decyzję, że wykonamy cesarskie cięcie.”

Czasem, pomimo wielu tygodni intensywnych przygotowań – systematyczności w ćwiczeniach, by przygotować kompleks biodrowo-lędźwiowo-miedniczny do porodu, poprzez naukę oddechuedukację w zakresie ochrony krocza z uwzględnieniem masażu krocza, poród nie kończy się tak, jakbyśmy sobie tego życzyłyNiektóre czynniki są ponad nami i chociaż początkowy obrót sprawy wydaje się nie do przyjęciaostateczna decyzja prawdopodobnie w tym danym momencie była najlepszym możliwym wyborem.

Niektóre wyczekane

F: „Jak poród?”
Położna: „Jesteśmy na ostatniej prostej, na kolejnym skurczu proszę mocno przeć.”
P: „Potrzebuję jeszcze kilka oddechów, czuję, że jeśli teraz zrobię intensywne parcie, pęknę, proszę dać mi chwilę” – odpowiedziała. „Zaczęłam rozmawiać z dzieckiem, powiedziałam mu, że przejdziemy przez to razem, że musi mi pomóc i jeszcze chwilkę zaczekać, zebrałam się w sobie, wzięłam kilka spokojniejszych oddechów, poczułam, że razem z małym współpracujemy i kiedy uzyskałam pełną gotowość, na kolejnym skurczu pojawił się na świecie ON.”

Poród obył się bez nacięcia. Nie doszło także do pęknięcia. Pacjentka wsłuchując się w sygnały płynące z jej ciała, w pełni ochroniła kroczeDoświadczenia wielu z was pokazują, że rozmowa, szukanie kontaktu z dzieckiem są bardzo efektywnym narzędziem wykorzystywanym podczas porodu. Nawiązuje się wtedy trudna do opisania więź, która może w ogromnym stopniu ułatwić cały proces narodzin. Nawiązuje się wtedy trudna do opisania więź, która umożliwia wzajemne zrozumienie, przejście przez ten czas razem i integrację dwóch ciał, tak, by pracowały w jednym rytmie.

Niektóre planowane

F:”chciałabyś przygotować się do porodu ?”
P:”nie, i tak mam planowaną cesarkę”

Powodów, dla których planowane są cesarskie cięcia jest bardzo wiele, być może zabrakłoby strony, by to opisać. Począwszy od chorób współistniejących takich jak: nadciśnienie tętnicze, niewydolność krążenia, problemy oddechowe, stany lękowe mające podłoże psychiatryczne, retinopatię (schorzenie siatkówki bardzo często występujące w wyniku cukrzycy), poprzez ciążę bliźniaczą (w niektórych przypadkach), łożysko przodujące (też różnie z tym bywa), zbyt duże gabaryty dziecka w stosunku do miednicy mamy, poprzednie cesarskie cięcia (ale nie zawsze) skończywszy na wyborze tej formy porodu na tak zwane „życzenie”. Decydując się nawet na tą ostatnią warto uświadomić o wcześniejszym przygotowaniu okolicznych tkanek, bo rana, która pojawi się po cesarskim cięciu będzie wymagać Twojego wsparcia. Warto też wspomnieć o edukacji w zakresie pielęgnacji i późniejszego postępowania z blizną. To znacznie przyspieszy regenerację i powrót do formy przyszłej mamy.

Niektóre nieprzewidywalne

F: „jak poród ?”
P: „ja nie rodziłam, to było zrobione na zimno, zresztą ponoć jak kobieta nie urodzi naturalnie, to nie wie, co to jest prawdziwy poród”
L: „widzimy zielone wody płodowe, zaczyna spadać tętno dziecka, musimy interweniować, proszę przygotować pacjentkę do zabiegu”

Takie słowa bolą, szczególnie, gdy zostały początkowo podjęte próby porodu siłami natury, a zakończenie było zupełnie inne. To samo dotyczy sytuacji, gdy dziecko jest owinięte pępowiną lub gdy pacjentka po raz siódmy traci przytomność i nie jest w stanie współpracować z położną i lekarzem tracąc raz po raz świadomość.

Czy mamy prawo oceniać to w jaki sposób przyszło na świat dziecko, czy to była decyzja matki, lekarza, położnej, czy dziecka ? Czy było to zgodne z planem porodu, a może zostało zrobione to, co być musiało ? Czy robiąc wszystko, by zachować przy zdrowiu i życiu matkę i dziecko zostały podjęte wszystkie możliwe czynności, a może było jeszcze jakieś inne wyjście ? Chociaż początkowo zmierzenie się z tymi pytaniami bywa trudne, może z czasem okaże się, że przyjmiemy sztukę rodzenia taką jaka jest. Nieprzewidywalna i zaskakująca ? Dynamiczna i spontaniczna ? Wymagająca dużej spostrzegawczości i elastyczności ?

Przyjmij z otwartością to, co przyniesie każdy kolejny skurcz. Według niektórych torii dziecko już w łonie matki ma na siebie idealny plan i wie jak chce się urodzić, dlatego warto współpracować i wsłuchać się w to, co próbuje nam przekazać maluch.

Uściski,

Ania