Wielokrotnie zastanawiałam się jak promować fizjoterapię uroginekologiczną w mediach społecznościowych. Setki razy zabierałam się za kręcenie filmików, a pomysły wylewały się litrami, ale trudność polega na tym, że w rolkach trzeba przekazać maksimum treści w bardzo krótkim czasie, by przyciągnąć uwagę i wzbudzić zainteresowanie widza.
Problem jest taki, że ta treść zawiera za mało danych i nie będzie uniwersalną receptą dla każdego odbiorcy. Ilu pacjentów, tyle przypadków. Wiele razy zastanawiałam się, czy dana informacja zostanie odpowiednio zinterpretowana i wdrożona w życie. Czy ktoś z tego urywka filmu na pewno zrozumie to tak, jak chciałam to przekazać, dlatego z każdego tematu wolę wycisnąć tyle, ile można, by spać spokojniej.
Czasem dostaję od was wiadomości o treści: „Co może mi pani polecić na nietrzymanie moczu?”. Zawsze odpisuję, że temat jest bardziej złożony, niż się wydaje. Rodzajów nietrzymania moczu jest co najmniej pięć, a każde z nich ma inną przyczynę i charakteryzuje się innymi objawami. Ponadto do każdego z nich dobiera się odpowiednie narzędzia, wykorzystuje się różne techniki, aby terapia była celowana. Trudno tak bez diagnostyki dać ogólnikowe zalecenia. A i tak nie jest w stu procentach powiedziane, że coś, co przyniosło efekt w jednym przypadku, w drugim, nawet bardzo podobnym, przyniesie taki sam rezultat.
Tabletka kontra ćwiczenia?
To nie działa tak jak w reklamach, które są zbombardowane przez przemysł farmaceutyczny: „weź tabletkę X, to wzmocni twoje mięśnie dna miednicy i odtąd będziesz trzymać mocz”. Gdyby tak było, nasze gabinety byłyby puste, a nie są, bo magiczna pigułka nie działa na wszystko. Bez wątpienia drugą linią w ramach strategii działania w zakresie nadreaktywności pęcherza są leki, ale jako czynnik wspomagający całościową terapię, a nie jej główny element.
Mięśnie dna miednicy są jak wszystkie inne mięśnie w naszym ciele. Żeby je wzmocnić lub rozluźnić, potrzeba twojej pracy i zaangażowania. Czy komuś urósł biceps przez to, że wziął tabletkę? Czy komuś zwiększył się zakres w obrębie stawów biodrowych przez zastosowanie pigułki? My mamy nad swoimi mięśniami kontrolę i tylko świadoma praca sprawi, że ciało będzie lepiej funkcjonować.
Z pewnością kojarzycie te czasopisma (celowo nie podaję nazw), w których na każdej stronie poruszany jest odrębny problem i pod spodem kilka złotych rad, jak go rozwiązać. I tu podaję wam przykład mojej pacjentki Mery (na potrzeby wpisu imię zostało zmienione), która zgłosiła się z silną nadreaktywnością pęcherza.
Pęcherz wrażliwiec
Jako taki medyczny zbiornik, pęcherz jest przeznaczony do magazynowania moczu. Jeśli więc pacjentka za każdym razem, gdy poczuje parcie, nawet przy małym wypełnieniu, biegnie do toalety, nie daje możliwości pęcherzowi na gromadzenie moczu. Przez to jego sprężyste ściany z czasem stają się coraz mniej podatne na rozciąganie i każda próba zwiększenia objętości będzie wpływać irytująco na ścianki pęcherza.
Nadreaktywność pęcherza, jak łaskotki
Pomyśl sobie, że nadreaktywność pęcherza jest jak łaskotki. By być jak najmniej na nie podatnym, napinasz ciało, z trudem łapiesz oddech, a nie raz nie wytrzymujesz i możesz nawet posikać się ze śmiechu. Tak samo silne parcie na pęcherz powoduje, że osoba, która próbuje je zwalczyć, usztywnia całe ciało (przybiera skuloną pozycję, krzyżuje nogi, dociska krocze), czasem wstrzymuje oddech, a zdarzają się również przypadki utraty moczu. Wtedy mówimy o wersji mokrej zespołu pęcherza nadreaktywnego.
Zadanie domowe
Zadaniem domowym pacjentki było systematyczne odraczanie mikcji, czyli sikania w czasie. Wszystko odbywało się metodą małych kroków. Początkowo była to przysłowiowa walka o każdą minutę, by odwlec pójście do toalety. Czy to zadanie jest proste? Absolutnie nie! Wymaga dużego samozaparcia, cierpliwości i samokontroli.
Wątpliwości i wyzwania
I tu do akcji wkracza mąż. Zatroskany o zdrowie swej ukochanej biegnie do niej z tą wyżej wymienioną gazetą i wyraźnie pokazuje palcem, mówiąc: „Widzisz, tu jest napisane, że nie można przetrzymywać moczu i trzeba chodzić do toalety wtedy, kiedy czujesz. Ta fizjoterapeutka źle gada, nie słuchaj jej.” Na kolejną wizytę Mery przychodzi skołowana i lekko zdezorientowana. Przełamuje się jednak, prosząc o wyjaśnienie, czemu tam jest napisane tak, a ja zalecam coś innego.
I macie teraz przed oczami ten obraz: ja kontra gazeta, ale podejmuję wyzwanie i wyjaśniam.
Napisano, żeby chodzić do toalety, kiedy czujesz (masz potrzebę), i że nie wolno przetrzymywać. A co jeśli czujesz za mocno i chodzisz za często? To jest właśnie ta twoja nadreaktywność.
Czy czuję za mocno?
I tu trzeba się zastanowić, co to znaczy czuć za mocno? Ja bym powiedziała, że to jest tak – masz wrażenie, że mocz wypłynie Ci wszystkimi otworami w ciele, nie pozwala ci się skupić na zadaniu, gwałtownie odrywa cię od jakiejś czynności, sieje niepokój w głowie, wyostrza radar na obecność toalet w Twoim otoczeniu i sprawia, że w obawie przed utratą moczu zaczynasz asekuracyjnie nosić wkładki, na wypadek, gdybyś przypadkiem w przypływie rozdrażnienia pęcherza miała nie zdążyć do toalety. Brzmi znajomo?
Czy chodzę do toalety zbyt często?
A co to znaczy za często? Wiem, że każdy chciałby określić jakieś ramy, dlatego książkowo przyjmijmy, że mogłoby to być około 8 razy na dobę. Pamiętaj jednak, że jest to dość osobniczo zmienne i zależy od wielu czynników, chociażby od panującej temperatury i utraty przy tym płynów inną drogą, od ilości wypitej wody lub od wykonywanej aktywności fizycznej. Jeśli jednak ktoś w przeciągu 8 godzin w pracy nie idzie do toalety ani razu, bo publiczne miejsca go przerażają i jest w stanie załatwić się tylko w domowym zaciszu, to mówi samo za siebie. Z kolei inna pacjentka, przynosząc dzienniczek mikcji (o którym przygotowałam osobny wpis), odnotowała 22 mikcje w ciągu dnia. To możecie mniej więcej zobrazować sobie, gdzie leży ten środek i co to znaczy chodzić za często do toalety.
Rezultaty
Zadaniem Mery było wydłużenie mikcji w czasie, czyli stworzenie takich warunków dla pęcherza, by jego ściany miały możliwość się rozciągnąć. Dzięki powtarzalności czynności nasz zbiornik mógł spokojnie dzień po dniu się dostosowywać do nowego wymiaru. Mocz swoją siłą napierając na ściany pęcherza, przestał działać drażniąco, a pacjentka nie musiała już szukać toalety na każdym kroku i mogła z czasem w spokoju zająć się swoimi sprawami, ciesząc się z grupowych wyjazdów.
Ta rada z gazety miałaby swoje zastosowanie w innym przypadku (o którym opowiem wam w innym wpisie), ale akurat w tej kwestii, oprócz tego, że nie pomogłaby pacjentce, mogłaby przynieść odwrotny skutek, dlatego bądźcie uważni i weryfikujcie wiedzę w kilku niezależnych źródłach.
Dbajcie o siebie,
Ania